Zastanawia mnie tylko, czemu przekreślana jest każda następna, skoro nie jest (jeszcze) niczemu winna.
Człowiek bardzo dotkliwie pamięta przykre doświadczenia, cierpienie. Natomiast te przyjemne, miłe chwile raczej wybiórczo. Przez to skupiamy się na finishu całej historii, zamiast na jej całej treści.
Kiedy wpadniesz do basenu i mało co się nie utopisz, logiczne jest, że szybko się do niego nie zbliżysz, ale tylko niektórzy trzymają się od niego z daleka resztę życia. Podobnie jest z miłością.
Mnóstwo czasu poświęcamy samo-odbudowie po nieudanych związkach, lecząc się przez dobre kilka miesięcy (bądź dni, tygodnie, czy lata). Powiedziane jest, że potrzeba miesiąca za każdy rok związku, aby wyleczyć złamane serce. Dlatego np. starsi ludzie po utracie małżonka rzadko kiedy wychodzą z żałoby.
Ale my nie jesteśmy po 50 latach małżeństwa. To bardzo dobrze, jeśli osoba stara się stanąć na nogi, tylko że nie zawsze łączy to ona z ponownym wejściem w związek. A czemu nie?
Mówi się, że lekarstwem na nieudaną miłość jest ponownie się zakochać. Znikąd ten pomysł się nie wziął. Im więcej ludzi staje nam na drodze, a których z niej nie spychamy, tym więcej ciekawych tras można przejść.
To nie muszą być wieloletnie związki, nie muszą też być kilkudniowe. Ważny jest fakt, że dajemy szansę sobie oraz osobom, które napotykamy. One nie są niczemu winne i z pewnością nie są takie same jak poprzednicy.
To, że czujemy się zranieni i boli nas serce nie powinno być kulą przy nodze w przyszłości. Strach jest normalny, ale nie można mu wiecznie podlegać, bo nas okręci wokół palca.
Ta miłość była pomyłką, ale każda następna jest inna. Nie ma dwóch takich samych, jak i nie ma dwóch takich samych osób, ani takich samych okoliczności. Zawsze się coś różni, a taki szczegół, choć najmniejszy, może zwrócić wszystko w inną stronę.
Przecierpieć swoje niestety trzeba. Przepłakać, przespać czy nawet przejeść także. To nas jednak uczy. Kształtuje potrzeby, charakter, osobowość. Zawdzięczamy temu doświadczenie, a ono jest podstawą do zgodnych i udanych związków (bo przecież nie upieczesz ciasta bez przepisu) :)
Tym właśnie jest miłość. To chaos w czystej postaci, który niesie niezapomniane, cenne chwile szczęścia oraz te przykre, które przygotowują nas do przeżywania kolejnych, jeszcze lepszych momentów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarze, nawet te najkrótsze :)
Spam nie jest tutaj potrzebny, więc laurów z tego tytułu nie ma.
Zachęcam za to do czytania bloga oraz jego obserwacji, jeśli się spodobał. :)
Wasza obecność jest dla mnie wyróżnieniem i motywacją do dalszych działań, oby tak dalej! ;)